|
|
||
CIĄG DALSZY PISZE KOFI |
27.04.2007r. | |
|
Pierwszą powieścią z nowego nurtu
była wydana w 1970 r., nakładem Instytutu Wydawniczego PAX w Warszawie,
książka „Ciąg dalszy pisze Kofi". Zarówno czytelnicy jak i krytycy zostali
zaskoczeni tematyką powieści. Spodziewano się kontynuacji problematyki
poruszonej w „Spotkali się nad Nysą”. Tymczasem akcja toczy się na południu
Sudanu. Autorka, ukazuje życie biednych, poddanych kacykom i czarownikom
Dagbańczyków - przedstawicieli dużej części społeczności, do której
cywilizacja zaczyna dopiero docierać. Jej pionierami są przede wszystkim
misjonarze. Bohaterowie to dwaj Polacy –
misjonarz i pomagający mu brat, który przybył na kontynent afrykański, by
spędzić tu urlop. Dla ojca Roberta praca misjonarska stanowi powołanie. Adam
jest inżynierem, pracuje naukowo w laboratorium fizycznym. W czasie urlopu
wybrał się w odwiedziny do swego kuzyna-misjonarza. Chciał poznać tak
egzotyczny dla niego kraj, interesowały go zwyczaje żyjących tam ludzi.
Początkowo dość sceptycznie patrzy na wysiłki Roberta na rzecz budowy kościoła
czy szkoły. Sam nawet nie uważa się za człowieka wierzącego, ale widząc jak
bardzo zapracowany jest misjonarz, jakie wokół panuje zacofanie, ile pracy
trzeba, by podnieść tubylców na wyższy poziom życia, Adam (niespodziewanie dla
samego siebie) wciąga się w pracę na rzecz wioski. Przechodzi wewnętrzną
metamorfozę, zakasuje rękawy i chwyta za łopatę, snuje plany: Kościół mamy, to
raz. Jutro pójdę obejrzeć szkołę, zaczniemy obok budować nową, żeby widzieli.
Po szkole Dom Kultury i Zdrowia jak w Polsce [...]. Na koniec plebania czy
stacja misyjna [...].[1] Podjęta praca angażuje go tak
bardzo, że nawet wtedy, gdy ojciec Robert przeniesiony zostaje na inną
placówkę, Adam decyduje się zostać i zajmuje jego miejsce, by kontynuować
dzieło misjonarza. Niestety, ukąszony przez jadowitego węża, umiera na rękach
murzyńskiego chłopca o imieniu Kofi. Mały Dagbańczyk jest jednym z ośmiorga
dzieci biednego Afrykańczyka. Oddano go na służbę, za którą płacono mu tylko
jedzeniem. Mały Kofi był postacią autentyczną. Po latach przyjechał on do
Polski i studiował na jednej z polskich politechnik. Pisarce udało się przybliżyć
czytelnikowi rzeczywistość afrykańską. Wstrząsające są opisy prymitywnych
warunków życia, okrutnych praw i obyczajów. Ciężkie warunki wytworzyły
specyficzne formy życia, do których dostosować się mogą tylko jednostki
najsilniejsze. Słabi zawsze pierwsi umierają. Tę prawdę poznają już młodzi
chłopcy, którzy, chcąc zostać pasowani są na mężczyzn, wyruszają
w poszukiwaniu pożywienia. Ci, którzy przeżyją, zostają mężczyznami. W powieści jest wiele wątków
ukazujących (i to w sposób bardzo drastyczny) o wiele trudniejsze życie
kobiet. Wstrząsającym przykładem jest śmierć jedenastoletniej położnicy,
której świadomie nie udzielano pomocy: W krainie Dagomba, gdzie śmiertelność
jest nadmiernie wysoka, nade wszystko ceni się zachowanie gatunku, stąd proste
prawo dla kobiety, dla swego dziecka matka w buszu umiera, nie żyje.[2]
Autorka zainteresowała czytelnika osobliwością tego środowiska, ukazała życie
i specyficzną kulturę plemienia. Na uwagę i pochwałę zasługuje niezwykła
znajomość języka Dagbańczyków, co powoduje, że prezentowane zdarzenia są
bardziej autentyczne. Dagbańczycy budzą naszą sympatię. Mają swoją moralność,
swoje zasady, cenią honor, przyjaźń, kochają dzieci, szanują kobiety.
|
||
|
|
||